Moja recenzja wyboru wierszy Wojtka Banacha „Modlitwy przerywane” wydrukowana w marcowym numerze BIK

W świecie Boga i cyfr

 

Wojciech Banach, "Modlitwy przerywane..." Wojciech Banach, „Modlitwy przerywane…”

 

Co jest dla twórcy źródłem, z którego nieustannie korzysta? Codzienność? Filozofia? Religia? Myślę, że w nowym wyborze wierszy Wojtka Banacha Modlitwy przerywane. Wiersze teistyczne 1976–2016 sprawa jest prosta. Banach od samego tytułu wykłada karty na stół. I jest to może dość dziwne, ale twórca ten, z 40-letnim już przeszło bagażem poetyckich doświadczeń, wcześniej był bardziej rozpoznawalny jako zwolennik Nowej Fali, czyli formacji pokoleniowej, w której prym wiedli tacy poeci jak Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki i Stanisław Barańczak. Twórczość nowofalowców wyrastała z buntu przeciwko niegodziwości władzy w marcu ’68 roku i raczej była odpowiedzią na bieżące zapotrzebowanie, mocno przy tym umocowana w codzienności, operująca często zapożyczonym językiem jakiegoś z oficjalnych kanałów, np. pisma urzędowego, komunistycznej gazety itp. Myślę, że Banach przez lata szedł tą właśnie ścieżką, pozostał jednym z ostatnich wiernych uczniów tamtej formacji. Tym większe zaskoczenie, gdy okazuje się, że przez te cztery dekady szufladka, do której artystę wrzucono, okazała się niepojemna. Ale to chyba dobrze świadczy o jego pisarstwie, o jego różnorodności, a także o tym, że poeta ten jest obecnie rozpoznany niewystarczająco.

W artykule zamieszczonym w najnowszym numerze „Filo-Sofiji” Zofia Zarębianka twierdzi, że trudno jest znaleźć dzieło, które choć w minimalny sposób nie odnosi się do wymiaru sacrum. Według niej w przypadku filozofii sprawa nie jest już tak oczywista. Trudno jest oczywiście mówić, że religia ma większy wpływ na literaturę niż filozofia, a nawet wydaje się, że w XXI wieku jest dokładnie odwrotnie. Analizując jednak poszczególne dzieła literackie, można pokusić się o ocenę, a właściwie o wskazanie odpowiednich proporcji. Ta opcja nie grozi nam jednak w czasie lektury najnowszego wyboru wierszy Banacha. Autor jest niezwykle konsekwentny w poszukiwaniu sacrum. Można by chyba rzec, że jego wiersze celowo zostały odarte z filozoficznego namysłu, tak żeby nic nie zakłóciło poszukiwań. I nie jest to bynajmniej złośliwość, ale argument za właściwym doborem tekstów, które składają się w bardzo spójną i logiczną całość.

Po lekturze książki na pewno kilka utworów pozostaje w pamięci, ale teksty te jeszcze bardziej zyskują dzięki zamieszczonym w wyborze linorytom Jacka Solińskiego. Pomiędzy artystami jest swoista nić (mówiąc językiem poety: punkty wspólne), która spaja ich twórczość. Można by nawet zaryzykować tezę, że linoryty Solińskiego są ilustracjami niektórych wierszy Banacha. Wydaje się też, że to zrozumienie nie byłoby możliwe, gdyby nie długoletnia znajomość artystów, a także pewna wspólnota światopoglądowa. W istocie jest to twórczość, której celem jest poszukiwanie Boga. W wierszu Podobni do siebie podmiot liryczny stwierdza, że jedzie autobusem wraz z Jezusem Chrystusem. A potem dodaje, że o 6 rano „rozpoczął rozmnażać chleb / licząc jak zwykle / na okruchy”. Wymowa wydaje się dość jasna. Życie człowieka bez tej magii boskości byłoby bezsensowne. O 6 rano jednak magia znika, rozpoczyna się kolejny nudny dzień w zakładzie pracy, po to tylko, by raz w miesiącu odebrać z kasowego okienka owe okruchy, czyli pensję.

Ciekawe jest, z jaką umiejętnością poeta wykorzystuje świat cyfr i liczb. Ludzie ponumerowani to opowieść rodzinna, której bohaterowie zakończyli życie w obozie w ’41 roku. Częste użycie liczb powoduje, że świat, który opisuje, wydaje się nam bliski: „Dzisiaj o godzinie 5:40 / autobusem numer 79” (Podobni do siebie). Zaryzykowałbym nawet tezę, że Banach dzięki liczbom uwiarygadnia pewne sytuacje, a i przekaz jest bardziej wyrazisty i bardziej skondensowany.

Prawdziwą perłą wyboru jest dla mnie wiersz Liczenie na czas, dedykowany pani Danucie Nowickiej, i nowy tekst Trzy jednakowe cyfry, w którym podmiot liryczny stwierdza, że budzi się zawsze w nocy o godzinie 3.33, a później dodaje: „powinienem / odwiedzić ojca / na cmentarzu Świętej Trójcy / całe życie był księgowym / może coś mi wyjaśni”.

Inny nowy wiersz Banacha umieszczony w wyborze, który brzmi zresztą nad wyraz świeżo, to Ustawa. Otóż poeta świetnie uchwycił w nim istotę naszego parlamentaryzmu, który na nocnym posiedzeniu zdecydował, że „bóg istnieje”. Ten mocno ironiczny tekst w istocie dobrze wpisuje się w polską politykę i może nawet kiedyś zacznie żyć swoim własnym życiem, jak kilka innych wierszy poety (choćby umieszczona w wyborze Ostatnia modlitwa Andreasa Baadera), czego mu zresztą szczerze życzę.

Dodaj komentarz