kryminał po bydgosku

Tadeusz Żołnierowicz, „Złoty listek”, „Krótko po północy”, Wielki Sen, Warszawa 2017.

Zagadka podwójnego morderstwa

Od śmierci Tadeusza Żołnierowicza minęło 36 lat. Prawie cztery dekady, to całkiem stosowny czas żeby na nowo spojrzeć na jego twórczość. Pretekstem do tego może być niedawno wydane dwa opowiadania, które – co ciekawe – nigdy nie były w wersji książkowej publikowane, a jedynie w odcinkach w bardzo kiedyś popularnej bydgoskiej gazecie „Dziennik Wieczorny”. Dzięki prasowym publikacjom Żołnierowicz zyskał całkiem pokaźną publikę. Niektórzy nawet zaczynali lekturę gazety, właśnie od jego tekstów. Dużym zainteresowaniem cieszyła się rubryka „Z archiwów MO”, którą prowadził, a także zamieszczane w odcinkach kryminały. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku w popularnej serii Ewa wzywa 07…, prowadzonej przez zasłużone Iskry, wydał aż trzy książki. W tamtym czasie, to właśnie urodzony w Wilnie pisarz był jednym z najbardziej znanych autorów książek kryminalnych. Wszystko wskazywało na to, że następne lata przyniosą kolejne sukcesy. Niestety, tak się nie stało. Jego dobrze zapowiadającą się karierę przecięła ciężka choroba. Żołnierowicz zmarł w październiku 1982 r. w Bydgoszczy. Miał zaledwie 53 lata.
Opowiadania, które niedawno za sprawą wydawnictwa Wielki Sen (Złoty listek, Krótko po północy) ukazały się w formie książkowej, były publikowane w l. 1972-1974 właśnie w „DW”. Wydawca wskrzesił je, gdyż zapewne próbuje skorzystać z powszechnie panującej mody na kryminał z czasów PRL, zwany też inaczej kryminałem milicyjnym. Tylko w ostatnim czasie w publikowanej przez wydawnictwo Serii z Warszawą (na każdej książce z tej serii widnieje charakterystyczny samochód milicyjny) ukazało się ponad sto tomów, w tym aż cztery książki bydgoskiego dziennikarza. Pewnie dlatego, że Żołnierowicz był interesującym pisarzem, miał lekkie pióro, był też bardzo spostrzegawczy. Dodatkowo też wydaje się, że miał świetną pamięć, gdyż dialogi, które są podstawą każdego jego opowiadania, są naturalne, nie jakoś szczególnie wykoncypowane. Miał talent do budowania akcji, opisowo oszczędny, jeśli już chciał nam coś zakomunikować najczęściej przemycał to właśnie w dialogach. Czytając opowiadania ciężko się od nich oderwać. Wydaje mi się też, że nie popełnia on jakichś rażących błędów logicznych. To dość istotne i niestety wśród pisarzy nader popularne. Mam choćby na względzie te uwagi, które swego czasu zgłaszał Raymond Chandler względem mistrzyni gatunku Agaty Christie. Pamiętam też o zastrzeżeniach, które formułował Józef Mackiewicz po lekturze trylogii Henryka Sienkiewicza. Takie błędy, które często dla zafascynowanego lekturą czytelnika są niewidoczne, raczej nie ujdą uwadze specjalisty.
Żołnierowicz utożsamia rzadkie połączenie sprawnego rzemieślnika i pisarza obdarzonego wyobraźnią. Oczywiście trzeba zważyć, że forma jest lekka, język potoczny. Przez to, że opowiadania te były prezentowane w odcinkach, autorowi pewnie zależało na ich atrakcyjności. I one na pewno ten wymóg spełniają. Co więcej, udaje mu się wprowadzić odpowiedni, tajemniczy klimat. Czytelnik jest zaintrygowany, co się wydarzy dalej i nigdy nie wie, z której szafy wypadnie kolejny trup.
Porucznik Altar i kapitan Sieniuć to osoby, które pojawiają się w poprzednich książkach Żołnierowicza, jeszcze w tych wydanych w latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia. Opowiadanie Złoty listek jest utkane z takich krótkich slajdów. Na plan pierwszy przebija się zagadka podwójnego morderstwa i porucznik Altar, jako główny śledczy, ale jeszcze ważniejsi dla atrakcyjności narracji są bohaterowie epizodyczni, kelner, listonosz, sąsiad, mechanik samochodowy, handlarz, dozorczyni, barman, emeryt; konsumenci wódki i śledzia z małych lokali gastronomicznych spowitych chmurami nikotynowego dymu. To oni tak naprawdę tworzą jej klimat. Zwykli, ciężko pracujący ludzie, jakby na chwilę wyrwani ze swych rutynowych czynności lub uchwyceni w innym ujęciu, wtedy gdy po pracy w lokalu popijają wódkę. Ale wracając do głównego wątku książki: najpierw zamordowana zostaje kobieta, a potem odnaleziono ciało jej męża. Być może nie o to autorowi chodziło, ale na plan pierwszy wybija się społeczne tło mordu. Ofiary zbrodni to ludzie majętni; mąż prowadzi zakład samochodowy, forsy mieli – jak powie narrator – jak lodu. Nie byli jednak zgodnym małżeństwem, często dochodziło pomiędzy nimi do awantur. Tego feralnego dnia, gdy doszło do zbrodni, państwo Kowalscy również skakali sobie do oczu. Już w trakcie śledztwa okazało się, że Elwira Kowalska miała kochanka, który – może zabrzmi to mało oryginalnie – był kolegą jej męża. Akcja jednak gmatwa się jeszcze kilkukrotnie i dopiero w ostatniej scenie wyjaśniony zostaje tytuł opowiadania.
Równie ciekawie prezentuje się opowiadanie Krótko po północy. Tym razem jest jedna ofiara: młoda kobieta, a głównym podejrzanym jej były mąż, który nigdy nie pogodził się z rozwodem. Autor ciekawie prowadzi narrację, podsuwa czytelnikowi rozwiązania, które są takimi mylnymi tropami. Jest to swoista gra, jaką prowadzi każdy wytrawny twórca kryminałów. Od samego początku nasza uwaga koncentruje się na odrzuconym mężu; chciałoby się powiedzieć: To musi być on! Zabił ją z miłości! Tymczasem u Żołnierowicza jest tak, że często te pierwsze sceny, o których nie zawsze pamięta się na końcu lektury, bo później zostają „zakryte” innymi, a właśnie na początku ukryty zostaje klucz do wyjaśnienia zagadki. Bohaterowie pierwszych scen, często pojawiają się też w scenach końcowych. Od nich się historia zaczyna, później są niejako w cieniu, na kimś innym koncertujemy naszą uwagę, by na końcu w pokoiku przesłuchań porucznika Altara dowiedzieć się o dokładnym przebiegu zdarzeń.
Myślę o tych wszystkich miejscach w Bydgoszczy związanych z Tadeuszem Żołnierowiczem, o jego mieszkaniu na ulicy Marcelego Nowotki (obecnie Romana Abrahama) i o tym gdzie mieściła się redakcja „Dziennika Wieczornego” na ulicy Libelta, o kawiarniach, które tak chętnie odwiedzał, a potem pod zakamuflowanymi nazwami je opisywał i o tym, że w ostatniej drodze na cmentarz przy ulicy Chojnickiej towarzyszyły mu tłumy bydgoszczan, w tym wielu wielbicieli jego literackiego talentu. Mam nadzieję, że pomimo upływu czasu, sięgną oni po jego kryminały.

Dodaj komentarz