Tekst Hani Strychalskiej zamieszczony w najnowszym BIK-u

Kazimierz Drejas. Między intelektem a zmysłami

 
Na temat kobiety XXXVII, olej, żywica, 100×120 cm, 2006. Na temat kobiety XXXVII, olej, żywica, 100×120 cm, 2006. Fot. z archiwum artysty

 

Malarz Kazimierz Drejas w 2017 roku obchodzi jubileusz 50-lecia twórczości artystycznej. Czas liczy od pierwszej wystawy indywidualnej, która odbyła się w 1966 roku w Małym Salonie Sztuki w Bydgoszczy. Sam mówi, że nie lubi jubileuszy. W środowisku artystycznym znany jest ze swoich niezwykłych obrazów, dyscypliny pracy oraz uczestnictwa w ogólnopolskich i międzynarodowych wystawach plastycznych. W grudniu minionego roku zdobył II nagrodę na V Międzynarodowym Biennale Obrazu „Quadro-Art” Łódź 2016. Ponad 300 jego prac znajduje się w zbiorach wielu muzeów, galerii, a także w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.

Od lat z uwagą oglądam wystawy malarstwa Kazimierza Drejasa. Mam jeszcze w pamięci czas okazałych, zróżnicowanych i regularnych prezentacji bydgoskiego środowiska plastycznego, jakie miały miejsce w bydgoskim BWA prowadzonym przez dyrektora Kazimierza Jułgę – malarza, fotografika i poetę oraz człowieka, który ze wszystkich sił wspierał artystów i poprzez sztukę promował Bydgoszcz. Na tych historycznych już ekspozycjach zawsze odnaleźć można było charakterystyczne obrazy Kazimierza Drejasa. Teraz jednak chcę skupić się na wystawach artysty z ostatnich kilku lat. Każda z nich – jak ktoś celnie zauważył – to pewnego rodzaju coroczne malarskie sprawozdanie, którego dokonuje malarz przed publicznością. O czym to świadczy? Niewątpliwie o nadal istniejącym zaangażowaniu w profesję artysty malarza, którą wybrał przed wielu laty. Także o tym, że ma on nadal wiele do powiedzenia poprzez tak tradycyjną formę sztuki, jaką jest dzisiaj olejne malarstwo sztalugowe. Więcej – wypowiada się zachowując niebywałą dyscyplinę wewnętrzną. Wykazuje się on ciągle na nowo zmysłem obserwacji i zwraca uwagę dojrzałym, zawsze dopracowanym warsztatem malarskim, w którym odnajdujemy ciekawe, zmieniające się niuanse. Sądzę, że Kazimierz Drejas po prostu chce, wręcz musi malować swoje obrazy.

Ten sam temat

Od wielu lat jest to ten sam temat – kobieta we wnętrzu. Najczęściej są to dwie postacie, rzadko – trzy. Po chwili okazuje się, że jest to ta sama osoba w dwóch różnych pozach. Może więc uchwycona w różnych momentach, a może przedstawiona w jednej chwili w różnych relacjach z drugą osobą? Nie jest to dla widza jasne, ale artyście wcale nie zależy na jednoznacznej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Z całym spokojem można stwierdzić, że wieloznaczność, niedomówienia są jedną z najważniejszych cech malarstwa Kazimierza Drejasa. Możemy jeszcze zapytać o tożsamość tej kobiety. Także o spójność jej osobowości, której to od razu wydaje się przeczyć fakt zwielokrotnienia na obrazie jej wizerunku. Zaprzeczenie jest pozorne. Tak, jak najbardziej mamy prawo zadać te wszystkie pytania, ponieważ uważnego widza artysta bardzo szybko wciąga w zabarwioną niepokojem, psychologiczną atmosferę swojego malarstwa. Prawie równocześnie daje nam też do zrozumienia, jak ważna jest dla niego forma w obrazie. Ale o tym nieco później.

Psychologia w kadrze

A co widzimy? Dwie postacie kobiece w zamkniętym wnętrzu. Często oddzielone od siebie. Tkwią w wyznaczonych sektorach. Widać to wyraźnie – w za małej dla każdej z nich przestrzeni. Zazwyczaj jednak nie przekraczają żadnej z granic. Jest to trudne, ponieważ ulegają różnym emocjom. Ich źródłem jest ta druga. Towarzyszka, a może przeciwniczka? Widz czuje, że obserwuje walkę. Nie fizyczną – to byłoby zbyt proste – ale wewnętrzną. W trakcie zmagania naznaczonego wysiłkiem, a nawet bólem, budowana jest między nimi relacja. Kosztuje je każdy gest, wyciągnięcie ręki i spojrzenie w oczy. Czasem wydaje się, że są tym zmęczone albo już zupełnie bezsilne. Do tego wniosku prowadzą nas kolejne obrazy, jak kolejne odsłony tego samego dramatu. Właśnie, każdy z malarskich kadrów stanowi opis nieco ukrytego zdarzenia. Patrząc na nie odczuwamy skomplikowaną, a nawet wyrafinowaną narracyjność tego malarstwa. To prawda, że mamy do czynienia z teatralizacją ludzkich przeżyć. Gest prowadzący do zbliżenia musi pokonać opór wątpliwości, wstydu oraz pewien rodzaj niemocy. Zamknięte w sobie i w ciasnych wnętrzach postacie przywodzą na myśl bohaterów dramatów Ibsena i filmów Bergmana. Zauważamy jednak, że te międzyludzkie relacje ewoluują. Czy więc obecnie na obrazach Kazimierza Drejasa nie dostrzegamy wytrwałych prób porozumienia? Chyba tak właśnie jest. Obserwujemy scenę tłumaczenia błędu, patrzymy na akt współczucia i czułości, a w końcu widzimy wspólne przebywanie w harmonii. Uspokojeniu podlega także przestrzeń wokół postaci. Wśród wcześniejszych diagonali, teraz coraz więcej jest miejsca dla równoważących uczucia pionów i poziomów.

Postać we wnętrzu

Równie godna uwagi jest charakterystyka zewnętrzna ukazanych przez malarza kobiet. Są podobne do siebie. Wszystkie niezmiennie młode, szczupłe i emocjonalnie zaangażowane. Ekspresyjne. Często prezentują się w obcisłych kombinezonach, przylegających do ciała jak druga skóra. To nas zastanawia. Kiedy indziej ich nowoczesne sylwetki potraktowane są syntetycznie. W obu tych przypadkach cielesność, a więc kobiecość, jest ukryta, wyraźnie powściągnięta i przetworzona. Jest zupełnie tak, jakby artysta nie chciał nas rozpraszać tym aspektem istnienia swoich modelek. Zdaje się mówić: „Nie tym razem. W tym cyklu obrazów najważniejsze jest życie wewnętrzne”.

Zadziwiają nas wnętrza, w których usytuowane są postacie. Przede wszystkim są to sugestie pomieszczeń, a nie zamieszkane pokoje, ukształtowane przez upływ czasu, rytm codzienności i upodobania ich mieszkańców. Ściany, podłoga, drzwi, stół służą ukazaniu ograniczeń w przestrzeni. Jest ona hermetyczna i podzielona. Choć ostatnio zaczyna sprzyjać połączeniu i otwarciu. Wszystko, co znajduje się w tych pozbawionych ciężaru i zbudowanych z płaszczyzn wnętrzach, przypominających konstrukcje z japońskich barwnych parawanów, obrazuje relacje miedzy ludźmi. Drzwi dzielą, stół natomiast stwarza możliwość bycia naprzeciw siebie.

Patrzymy na czyste kompozycyjnie kadry. Towarzyszy nam wrażenie odmierzania proporcji, wręcz matematycznej precyzji. Oto człowiek idealnie wkomponowany w płaszczyzny. Czy nie znaczy to tyle, co uwięziony w kręgu własnych ograniczeń? A może właśnie odnajdujący swoje miejsce? To kolejna frapująca nas niejednoznaczność. Postać wydaje się zatrzymana w czasie i ciszy. Jej poza i wyrazisty emocjonalny gest trwają. Jasne, niebanalne i odważne w sposobie kadrowania kompozycje w połączeniu z ich kameralnością oraz symboliką trwania – wbrew logice wartkiego strumienia czasu – przywodzą na myśl japońską grafikę.

Forma

Kazimierz Drejas jest konsekwentny w budowaniu intelektualnej konstrukcji oraz napiętej psychologicznie atmosfery w obrazach. Towarzyszy temu uzasadniona i rzadko spotykana konsekwencja formalna. Forma wydaje się tak sprzężona z treścią i nastrojem, że widz nie wyobraża sobie innego ukształtowania przestrzeni i wizerunku postaci dla wyrażenia takich właśnie komplikacji ludzkiej natury. Ludzkiej, a nie tylko kobiecej.

W twórczości Kazimierza Drejasa środki malarskie – składające się na formę, która jest początkiem wszystkiego w malarskiej księdze rodzaju – są poddane treści oraz całości wyrazu. Absolutnie. Motyw i powiązana z nim wersja tematu muszą posiadać w sobie siłę inspiracji. To pewne. Ale to od znalezienia określonej formy dla tego motywu rozpoczyna się praca nad tematem. Artysta rozgrywa swoje przedstawienie w jednej tonacji barw, ciepłej lub zimnej. Albo też wrażliwie, w atmosferze malarstwa Modriana, kontrastuje płaszczyzny kolorów oraz walorów. Gdy w obrazie dominuje jedna barwa, to staje się to przyczynkiem do zaistnienia bogatych walorowo szarości. Barwa przenika je wtedy, powraca jak charakterystyczny akord w wymagającym skupienia i wyobraźni współczesnym utworze muzycznym. Barwy w malarstwie Kazimierza Drejasa mają wyjątkową wartość emocjonalną. Zupełnie tak, jakby określały stan napięcia czy wysokość dźwięku. Ta interdyscyplinarność przypomina dokonania szlachetnej awangardy, która tworzyła nowe oblicze sztuki na przełomie XIX i XX wieku. Co do innych elementów budujących przedstawienie – powierzchnia płótna jest gładka, a oświetlenie lokalne. Artysta raczej nie dąży do uplastycznienia czy stworzenia iluzji przestrzeni. Wręcz przeciwnie. Interesuje go wnikliwa i osobista analiza bryły na płaszczyźnie, czyli postaci kobiecej we wnętrzu. A ta, syntetyczna, pokryta niekiedy kubistycznym „nalotem”, przez co traci część indywidualnych cech, prowadzi widza do uniwersalnego odczytania obrazu.

To samo, ale inaczej

Na tej samej zasadzie, treściowo-formalnej zależności, w ostatnim czasie powstaje inny cykl obrazów. I tym razem obserwujemy kobiety we wnętrzu. Ale nastrój płócien jest odmienny. Patrzymy na kobiety piękne, zupełnie nagie i nieskrępowane, będące w pełnym rozkwicie. Pogodnie samotne. Albo istniejące w porozumieniu, spokojnej atmosferze przyjaźni, towarzyszące sobie wzajemnie. Tu przestrzeń jest znacznie bardziej otwarta. Oznacza to, że zawiera w sobie mniej wewnętrznych podziałów. Jedynie te, które równoważą kompozycję oraz podkreślają dobre relacje. W drugim nurcie to nie przestrzeń jest zdynamizowana, ale przede wszystkim postacie. Są przecież tak swobodne, odważne w pozach i gestach. Z nieskrywaną satysfakcją skupione na swoim pięknym, sprawnym ciele. Wsłuchane w siebie. Gdy jednak pojawia się ta druga, kobiety dostrzegają wzajemnie swoją obecność. Rozmawiają ze sobą, słuchają się, są rozbawione. Szczęśliwe. Zauważamy, że obydwa scharakteryzowane nurty wzajemnie się przenikają.

Fascynacja

Kazimierz Drejas pokazuje nam świat, który go fascynuje. Nawet jeśli wiele o nim wie – a chyba tak jest – nie zachowuje się tak, jakby odkrył jego tajemnicę. Ciekawa rzecz, że inscenizując sytuacje, przyjmuje postawę obserwatora, a nie ich stwórcy. Mamy nawet wrażenie, że artysta jest lekko onieśmielony. Jakby nie do końca przewidział skutki witalności, która wypełnia po brzegi jego płótna z nieskromnymi kobietami. A ponieważ widz i tym razem ulega atmosferze, jaką emanują obrazy malarza – wyrażonej bezpośrednio i zmysłowo sile i radości życia – stoi przed nimi również nieco zawstydzony. I nie może oderwać oczu od płótna. Od kobiet, których kształty oddaje cienka, precyzyjna i nieomylna linia. Malowanych w tonacji zaróżowionych beżów. Zupełnie jakby oddychały jedynie ciepłem i beztroską. Od tych smukłych, umięśnionych sylwetek, przypominających gimnastyczki, oraz kobiet o pełniejszych kształtach, kojarzonych z Ingresem. A szczególnie z Renoirem i tym etapem, po 1880 roku, gdy przywrócił on swojemu malarstwu wartość linii.

Twórczość Kazimierza Drejasa łączy tradycję dawnego malarstwa z dokonaniami modernizmu. Artysta spełnia się malując człowieka, który począwszy od antyku jest podstawowym tematem w sztuce. Świat kobiet – przyciągający uwagę widza, pobudzający jego wyobraźnię i wrażliwość, owiany aurą tajemnicy – stanowi wyrazisty przejaw tych zainteresowań. Rzeczywistość kobiet zamkniętych w swoich pokojach i niedostępnych dla osób z zewnątrz – zupełnie jak w okresie klasycznej Grecji – może tu być metaforą odosobnienia i wyciszenia, które są niezbędne artyście dla namysłu nad życiem i własną sztuką. Malarz zarówno sobie, jak i odbiorcy stawia wysokie wymagania. Jest wyrafinowanym intelektualistą pisząc malarsko-psychologiczny traktat dotyczący zawiłości ludzkich uczuć oraz tak wiele mówiący o nim samym. Zamkniętym w swojej pracowni. Spokojnym, zdystansowanym i łagodnie uśmiechniętym. To wszystko? Oczywiście, że nie! Ten sam traktat jest równocześnie barwną, pełną ulotnych chwil księgą, sławiącą niepodważalną wartość i urodę życia. Bezgranicznie.

Dodaj komentarz